Swanage - Lepe - 209.69km - 42 godziny i 27 minut; 06-12.05.25
- Karolina
- 20 maj 2025
- 3 minut(y) czytania
Przekroczyliśmy 5000km na naszym szlaku dookoła Wielkiej Brytanii!!! Wooow!!! Jest wzruszenie. Są emocje. Nie brakuje refleksji. Patrzę na moje nogi, na mój krok, który wydaje się być mały, drobny, nic nie znaczący, ale stawiany miliony razy, od kropki do kropki, od miejsca do miejsca utworzył linię o ogromnej długości... zaprowadził mnie do wielu miejsc... sięgnął po przestrzenie, których nie da się objąć wzrokiem. Bywa już tak, że stojąc na jednym brzegu, patrzymy na drugi, ten który już przeszliśmy i procesujemy naszą maleńkość w stosunku do drogi, która wydaje się nie mieć końca. Jeden niewinny krok. Noga za nogą. Niecały metr. I tak przez przypadkowe 184 dni. Gdzieś między pracą, domem, obowiązkami. Bez specjalnego urlopu od życia. Poświęciliśmy na to 1071 godzin i 31 minut. Ten czas był wypełniony pogodą, niepogodą, pięknem, niczym szczególnym, zachwytem, marazmem, uśmiechem, łzami, radością, złością, uniesieniami duchowymi, spadkami nastroju, smakiem sukcesu i porażką. W tym wszystkim jest nie tylko wybrzeże, plaża i morze. To też ponad 70000m sumarycznego przewyższenia. Te w równym stopniu męczyły, sprawiały, że brakowało oddechu, że serce waliło jak szalone... ale też prowadziły do zakątków, gdzie urok mieszał się z czarem, gdzie dotykaliśmy prawdy absolutnej, gdzie szczęście wylewało się z nas litrami. Dla takich chwil warto żyć, błądzić, potykać się, mierzyć się z zimnym deszczem, porywistym wiatrem, szarą nudą, bólem nóg, sztywnością ciała. 5000km to nasze zwycięstwo. To nasz sukces. Do ukończenia projektu jest jeszcze sporo kroków do wydeptania. Wciąż więc idziemy przed siebie. Wciąż idziemy dalej.

Ten przełomowy moment doświadczaliśmy na południowym wybrzeżu Anglii. Lepszego miejsca do świętowania chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć. Przepiękne piaszczyste plaże ciągnęły się kilometrami. Wzdłuż nich promenady i kolorowe domki plażowe. Miasta tętniące życiem tak w dzień, jak i w nocy. Atrakcje turystyczne. Rozbawieni, roztańczeni, rozśpiewani turyści. Klimatyczne miasteczka, wioski i wioseczki. Bujna, soczysta zieleń. Pachnące majem poranki. Francuska Riwiera w Anglii była naszym domem przez siedem dni. W słonecznym blasku prezentowała się niezwykle atrakcyjnie. Udzielała nam się tamtejsza energia, dynamika, niekończące się możliwości w korzystaniu z przyjemności. Wieczorem, kiedy nogi już średnio chciały nas nosić, my wciąż targaliśmy się w świat, aby zobaczyć jak najwięcej, dotknąć nieznanego, nasiąknąć zapachami, dźwiękami, widokami, obrazami.



Południowe wybrzeże Anglii podczas naszej obecności to nie tylko tańce do białego rana i muzyka klubowa. To też rzeczy ważne. Wyciągnięta dłoń, która pomaga. Wzrok skierowany ku miejscu, które oferuje schronienie oraz wsparcie słabszym, którym choroba zabrała wiele. Trafiliśmy na Tail Trail. Ponad 40 gigantycznych rzeźb syrenich ogonów robi furorę w Bournemouth, Christchurch i Poole. Ten szczególny szlak ma na celu zebranie funduszy dla dziecięcego hospicjum Julia's House. Szkoda, że nie mieliśmy czasu, aby dotrzeć do wszystkich ogonów. Ale kilka z nich spotkaliśmy na naszej drodze.



Inny moment, który chwycił mnie za serce to rzeźba Roberta Baden-Powell napotkana w Poole. Robert Baden-Powell był założycielem organizacji Scout-ów. Będąc harcerką, trochę o nim czytałam. Patrząc na jego rzeźbę, będąc w mieście, w którym to wszystko się zaczęło, odpłynęłam wspomnieniami do przeżytych przeze mnie obozów harcerskich, rajdów, wypadów, nocnych wart, rozkładania namiotów, budowania kuchni polowej i latryny w lesie, ognisk i wspólnego śpiewania. Mundur, odznaki, sznury, wartości. Śmiech, zabawa, smakowanie prostoty życia, bliskość natury, poznawanie siebie, chęć niesienia pomocy. I teraz ta harcereczka, zapatrzona w ideały, trafiła do Pool i dotknęła początku organizacji, która ma w sobie wolność i dyscyplinę, która daje i wymaga, która bawi i uczy.

Ku naszemu zaskoczeniu na odcinku Swanage - Lepe nie było zbyt wielu drogowskazów England Coast Path. Przez sporą ilość kilometrów szliśmy po omacku, licząc na to, że niezbyt często będziemy trafiać na prywatne tereny, które odetną nas od wybrzeża, albo będą wymagać cofania się. Dopiero po dłuższym czasie zaczęły się pojawiać oznaczenia i nasza wędrówka stała się łatwiejsza, prostsza i bardziej oczywista. Mieliśmy gwarancję, że nie utkniemy gdzieś między portem, ulicami szybkiego ruchu, a polami należącymi do farmerów. Mogliśmy ze spokojem oddawać się zarośniętym drogom, oddychać swobodnie zielenią, wsłuchiwać się w dźwięki natury. Krok się rozluźnił i nieśpiesznie ciągnął nas do przodu.



Bournemouth - Holton Heath - 31.92km - 6 godzin i 35 minut - 06.05.25 Wtorek
Bournemouth - Highcliffe - 27.57km - 5 godzin i 45 minut - 07.05.25 Środa
Highcliffe - Lymington - 27.10km - 5 godzin i 53 minuty - 08.05.25 Czwartek
Corfe Castle - Holton Heath - 39.17km - 7 godzin i 12 minut - 09.05.25 Piątek
Lymington - Beaulieu - 32.90km - 6 godzin i 33 minuty - 10.05.25 Sobota
Corfe Castle - Swanage - 25.28km - 5 godzin i 31 minut - 11.05.25 Niedziela
Beaulieu - Lepe - 25.75km - 4 godziny i 58 minut - 12.05.25 Poniedziałek





Komentarze