Severn Bridge - Clevedon; Highbridge - Lilstock - 128.92km - 26-31.12.24; Czwartek - Wtorek
- Karolina
- 21 sty 2025
- 3 minut(y) czytania
Cieszyliśmy się na ten wyjazd całą sobą. Wszystko w nas wyrywało się na szlak. Powrót do projektu przejścia Wielkiej Brytanii wzdłuż linii brzegowej rozbudzał w nas lekko przygniecione codziennością życie. Bycie w drodze między świętami a nowym rokiem, miało być naszym końcem i początkiem jednocześnie. Mieliśmy zrzucić z ramion posupłany czas, który utrudniał kontynuację kolekcjonowania kilometrów i podążania do przodu... i otworzyć rozdział, który pozwoli regularnie iść przed siebie i docierać do miejsc, w których nas jeszcze nie było.
Okienko pogodowe nie było najlepszej jakości. Odcinek o długości około 130 kilometrów, które przeszliśmy, nie był urzekający i nie porwał naszych serc ani zmysłów. Karmiliśmy się mgłą, która skradła show w tym okresie, mżawką o różnym natężeniu i intensywności, bezwietrzną ciszą, która wypełniona była spokojem oraz nicością. Stawialiśmy nasze kroki w czymś nieokreślonym, nienazwanym, nieuchwytnym. Przy ograniczonej widoczności, przy braku bodźców, pozostało nam mentalne bycie w punkcie. Były to idealne momenty, które pomogły się zatrzymać, oddać refleksji, zadumie i wspomnieniom... które stały się świetnym fundamentem do kreowania przyszłych dni, do wsłuchania się we własne pragnienia, do przyjrzenia się temu, co dla nas jest ważne na tę chwilę.


Wały, mielizny, przemoczone pola, szare ulice, tereny z magazynami i fabrykami w roli głównej. Mokre nogi, wciągające błoto, powroty po własnych śladach, gdyż autobusom i pociągom nie zawsze było po drodze, aby nas ze sobą zabrać. Zamknięte szlaki, ponure niebo i monotonia krajobrazu dawały się czasami we znaki. Morza niewiele widzieliśmy podczas tej wędrówki. Za to wiejskich przestrzeni z polami i gospodarstwami mieliśmy pod dostatkiem. Kiedy słońce na chwilę wychylało pyska, świat stawał się jasny i pogodny. W takich chwilach nawet kolory rżyska mi się podobały. Uśmiechałam się do nich. Robiłam im zdjęcia. Ożywiałam się, jakbym widziała coś niezwykle pięknego.

Naszym założeniem było zamknąć dziurę, którą mieliśmy w okolicach Bristol. Było sentymentalnie. Okazało się też, że pamięć nas zawodzi i przedreptaliśmy około 10km, idąc przez miejsca, po których chodziliśmy w czerwcu 2024 roku. Jakoś Adam tego nie ujął na mapie. Ja nie zapisałam nazw wiosek, pisząc relacje z wypraw. Idąc ponownie wzdłuż rzeki, przełykaliśmy gorzką lekcję nieuważności. Serce natomiast szybciej i radośniej biło, kiedy ponownie zobaczyliśmy most Severn Bridge, kiedy weszliśmy do turystycznego Clevedon, kiedy podjechaliśmy do stacji kolejowej Highbridge. Wspomnienia ciepło się rozlewały po całym ciele. Świadomość, że tu już byliśmy, dodawała nam siły i mocy. Rośliśmy.
W tym wszystkim były też nowe odkrycia. Ciekawa marina w Portishead czy miasteczko Bridgwater, w którym przystanęliśmy na dłużej. Połaziliśmy po uliczkach, weszliśmy do Coffee#1 na kawę i ciacho. Stojąc w kolejce za pewną starszą panią, przyglądałam się wnętrzu tej kawiarni. W powietrzu unosił się zapach antycznej sztuki, awangardowych dyskusji, filozofii. Jakby śmietanka poetów, pisarzy, aktorów i twórców spotykała się w tym miejscu. Starsza pani zamówiła swoją filiżankę kawy... młoda dziewczyna, która ją obsługiwała, przyjęła płatność. Następnie wyszła zza lady, podeszła do pani, podała jej swoje ramię i poprowadziła do stolika. Zrobiła to z taką gracją, delikatnością, czułością i szacunkiem, że nogi się pode mną ugięły. Idealna scena filmowa tyle tylko, że to była codzienna rzeczywistość. Woooow... nie często jest się świadkiem takiej uprzejmości. Jeszcze bardziej nasiąkałam miejscem. Usiedliśmy do ciężkiego, drewnianego, dużego stołu. Wielkie okna. Półmrok. Na ścianach obrazy... cytaty... przedmioty, które przenosiły człowieka w czasie. Wyszłam z tego miejsca odmieniona, z szeroko otwartymi oczami, z energią, która by mnie mogła ponieść jeszcze przez dobrych kilka kilometrów.


Dla takich niezwykłych chwil, które nie zdarzają się dwa razy, warto wstać, uchylić drzwi, wyjść, iść przed siebie, przystanąć to TU to TAM, i ponownie stawiać kroki do przodu. Za to kocham moje bycie na szlaku... za tę możliwość przyglądaniu się światu... za przypadkowe znalezienie się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie... za wyostrzone zmysły... za zapach, smak, wzruszenie...
Do domu wracaliśmy w ostatni dzień 2024 roku. Czuliśmy się jak zwycięzcy. Nie pokonały nas warunki pogodowe, nie zgasiła nas ściana wiecznie obecnej mgły, nie wykończyły nas psychicznie płaskie przestrzenie i mielizny rzeczne. Wytrwaliśmy w postanowieniu. Takiej postawy życzę nam w 2025 roku. Niech się dzieje :-).
Severn Bridge - Avonmouth - 33.44km - 7 godzin i 2 minuty - 26.12.24 Czwartek
Avonmouth - Clevedon - 21.97km - 5 godzin i 6 minut - 27.12.24 Piątek
Highbridge - Bridgwater - 18.46km - 4 godziny i 33 minuty - 28.12.24 Sobota
Bridgwater - Steart - 30.82km - 7 godzin - 29.12.24 Niedziela
Steart - Lilstock - 24.23km - 5 godzin i 15 minut - 30.12.24 Poniedziałek























Komentarze