top of page

Milion Kroków w Maju

  • Karolina
  • 3 cze 2025
  • 4 minut(y) czytania

Dokładniej 1.033.730 kroków, co składa się na 828.07km. Taki dystans przemaszerowaliśmy od 1 do 31 maja.


Projekt ten dedykuję stronie ŻYCIE WARTE JEST ROZMOWY. Miejscu, które zostało stworzone dla osób, które mają myśli samobójcze, które próbowały odebrać sobie życie, i dla tych, którzy stracili kogoś w wyniku samobójstwa. ŻYCIE WARTE JEST ROZMOWY wierzy, że samobójstwom można i trzeba zapobiegać.


Życie jest dla mnie ogromną wartością. Szczególnie to proste, pozbawione makijażu. Lubię mu się poprzyglądać. Popatrzeć mu w oczy. Nasiąkać nim. Przytulić się do niego. Lubię porozmawiać z nim o tym, jak to jest być człowiekiem. Podzielić się emocjami, myślami, wrażeniami, pragnieniami, marzeniami. Nie wszystko w życiu jest zawsze idealne, ale zawsze jest po coś.


Strona ŻYCIE WARTE JEST ROZMOWY jest przedłużeniem mnie samej. To tak, jakby ktoś rozciągnął mnie wszerz i wzdłuż, abym mogła dotrzeć do jak największej ilości osób, które potrzebują wyciągniętej dłoni, zrozumienia, akceptacji, dialogu, który nie ocenia, nie wymaga, nie oczekuje... którym mogę pokazać, że każdy z nas się potyka, upada, leży, płacze, czasami przeklina i nie wie, jak się podnieść... którym mogę powiedzieć, że jest możliwość zrozumienia życia, poznania siebie i otworzenia się na świat... dla których mogę być... może nie zawsze stojąc twarzą w twarz z drugim człowiekiem, ale poprzez napisane słowo, fotografię, na której uchwyciłam ważny dla mnie moment, opowieść, która mieści w sobie to, co widzę, czuję, myślę podczas wędrowania.


ree

Od najmłodszych lat uczymy się, jak zdobywać sukces, jak piąć się po szczeblach kariery, jak ścigać się i być najlepszym. Zasypiamy z MUSZĘ. Budzimy się z TRZEBA, NALEŻY, WYPADA, POWINIENEM. Biegniemy, upadamy, wstajemy i nawet nam do głowy nie przyjdzie myśl, żeby się zatrzymać, sprawdzić jak się czujemy i czego potrzebujemy. Ważne jest, aby iść do przodu. Każde stop to cofanie się i ryzyko bycia wyprzedzonym. Celem jest meta, szczyt, miejsce pierwsze. Nie ważna jest cena, jaką trzeba za to zapłacić. Presja osiągania jest silniejsza niż ból, zmęczenie, wyczerpanie i frustracja, które w pewnym momencie zaczynają nam towarzyszyć każdego dnia.


Nie ma lekcji, które pokazują, jak być szczęśliwym, jak cieszyć się zwyczajnymi chwilami, jak polubić swoje JA i stać się dla siebie kimś ważnym. Nikt nam nie pokazuje, że mamy prawo do odpoczynku, do bycia nieidealnym, do radości, do spaceru w ślimaczym tempie, do prawdziwej wersji tego, co mamy w sobie. W rozpędzonym świecie szybko odrzucamy beztroskę, zapominamy o własnych wartościach, pozwalamy aby marzenia przykrył kurz, i wtapiamy się w wyścig, który nie jest nasz. Z pogardą patrzymy na pospolitą codzienność i na banalne przyjemności. Chcemy więcej, wyżej, dalej. Nie wystarcza nam błękit nieba, ciepły promień słońca, smak spokojnie wypitej herbaty, zapach poranka, dźwięk ulubionej piosenki, dotyk dłoni. To jest za mało.


ree

Czy na pewno? Czy to jednak nie jest tak, że można iść z życiem pod rękę na dobre i na złe... że można zacząć mówić o tym, co nosi się w sercu, brzuchu, duszy, we wszystkich napiętych mięśniach... że można objąć ramionami swój nieprzytulany ból, swoją pustkę i przyjąć ich obecność... że można zatrzymać się w pędzie na krótką chwilę i posłuchać samego siebie? Jeden krok. Potem drugi. Jeden kilometr. Potem drugi. Iść. Tak po prostu. Tak noga za nogą. Patrzeć i widzieć. Słuchać i słyszeć. Zacząć dzielić się uśmiechem, łzą, euforią, złością, pragnieniami, strachem, upadkiem i stawaniem z kolan. Wydeptać swój milion, wyciągnąć z ciemności swoją siłę za uszy, pokruszyć ją i rozsypać we wszystkie kierunki świata. Pokazać, że MOŻNA, że WARTO iść w swoim kierunku.


ree

Mój milion kroków to bujna, soczysta, gęsta zieleń... to kwitnące drzewa, krzaki i kwiaty... to kolory i zapachy... to wiatr wpleciony we włosy rozwiane w nieładzie... to rześkie powietrze... to szum wody... to maleńkie, puszyste kaczuszki, gąski i łabędzie... to wiewiórki, króliki, sarny, lisy, węże, ślimaki, gąsienice i rozśpiewane ptaki... to smak kawy wypitej w towarzystwie przyrody... to morskie widoki po horyzont... to łodzie płynące nieśpiesznie po kanałach... to rzeki z czaplami szukającymi śniadania... to spacerujące osoby, które miały czas, aby spokojnie powiedzieć Good Morning... to grzbiety rozbujanych fal i rozkołysane głębiny morskie... to przypływy i odpływy... to chmury o różnym kształcie sunące po niebie... to napotkane murale z wyrazem, przekazem, niewypowiedzianą głośno treścią... to w końcu świętowanie przy stole pełnym owoców i warzyw... błogi odpoczynek... oraz wdzięczność za to, co się wydarzyło.


ree

Ta przygoda swój początek ma na Instagramie, gdzie trafiłam na zdjęcie EVERY STEP COUNTS. Zaintrygowana, zaczęłam czytać krótką historię, jak "matty on a mountain" wymyślił sobie wyzwanie, zrobienia miliona kroków w ciągu jednego miesiąca.


Milion brzmi poważnie, odważnie, dostojnie. Podjęłam się tej próby w lutym, ale po tygodniu zrezygnowałam. Nie miałam szans skolekcjonować takiej ilości kroków w ciągu 28 dni. Ten wyścig nie miał sensu.


ree

W kwietniu wędrując z Adamem po wybrzeżu Anglii między Hastings a Sittingbourne, ciesząc się piękną, słoneczną pogodą, delektując się wiosennym ciepłem i budzącą się do życia przyrodą, rzuciłam luźno hasło, że w Maju moglibyśmy zrobić ten milion kroków razem. Maj to jeden z przeuroczych okresów, kiedy wszystko kwitnie, pachnie, rodzi się na nowo. Żal przesiedzieć ten czas w domu. Pominąć cały proces otwierania się pączków w parkach, ogrodach, na łąkach. Adama na takie atrakcje długo nie trzeba namawiać. Pomysł został klepnięty.


Towarzyszyć nam miała woda, która dla nas jest symbolem życia, energii i zmiany. W jej towarzystwie zawsze coś się dzieje. Pomiędzy nasze wędrówki dookoła UK, wplataliśmy długie spacery wzdłuż kanałów i rzek.


ree

Aby postawić Milion Kroków w ciągu 31 dni, trzeba ich zrobić około 33.000 dziennie, co równa się z przejściem jakiś 27km. Nasze założenie było takie, że w ciągu 24h musimy przejść minimum 20km. Obowiązki, zobowiązania i praca nagle nie zniknęły. Nie było opcji, aby przesunąć tę przestrzeń życia na bok. Dlatego zostawiliśmy sobie margines, który pozwalał nam od czasu do czasu iść cztery godziny, a nie ponad pięć. W weekendy i na szlakach nadrabialiśmy zaległości.


Już po pierwszym dniu wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. 28 kwietnia wróciliśmy z południa Anglii, gdzie przeszliśmy ponad 200km, które wchodzą w skład naszego projektu wędrówki dookoła Wielkiej Brytanii. Dobrze nie odpoczęliśmy i rozpoczęliśmy wyzwanie z milionem kroków. 13 dzień był kryzysowy. Szło się ciężko. Bardzo ciężko. W połowie miesiąca z wyliczeń wynikało, że mamy na koncie ponad 500 tysięcy kroków. Postęp zaowocował motywacją. Nowa siła, nowa moc wstąpiła w nogi. Zmęczenie przysłaniała radość i poczucie zwycięstwa. Po dwudziestym dniu ponownie przyplątała się niepewność z dodatkiem wyczerpania. Ale zaszliśmy tak daleko, że o poddaniu się nie było mowy. Brnęliśmy dalej. Były lepsze i gorsze dni. Zawsze jednak było do przodu. Ostatecznie 30 maja uzbieraliśmy nasz Milion Kroków. Dzień później przeszliśmy jeszcze te majowe 20km... dla zasady, dla relaksu, dla przyjemności. Tak bez pośpiechu, tak bez przymusu, tak ze smakiem osiągniętego celu.






Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page