top of page

Milford Haven; Rhoscrowther - 51.63km - 12 godzin i 35 minut - 11-14.07.25

  • Karolina
  • 28 lip 2025
  • 2 minut(y) czytania

Króciutki wyjazd. Taki na chwilę. Bez większych zobowiązań. Po to, aby dotknąć czegoś ładnego, aby nam się podobało, aby móc nakarmić ciekawość i zdziwienie. Może nie było tak do końca idealnie, bo gdzieś tam kominy, fabryki, przemysłowe tereny... bo wynajęte mieszkanie było tuż przy ulicy, która nie zasypiała, a w weekend miasteczko dudniło muzyką do północy... ale klimat przystani, którą widzieliśmy z okna i walijskie uroki w Pembrokeshire równoważyły te mniej przyjemne doświadczenia.



Szliśmy w kierunku Pembroke. Zatrzymaliśmy się na chwilę, aby popatrzeć w morze i powdychać zapach miejsca, w którym się znaleźliśmy. Podszedł do nas Pan. Wysoki, barczysty, z włosami w nieładzie, z wystającym brzuszkiem, z plamami na koszulce. Wyglądał na bardzo niepoukładanego z życiem i samym sobą. Jakby gdzieś się zaciął, poddał, przygasł. Jakby utknął i nie dał sobie szansy na wydostanie się z pułapki. Mój wzrok zawsze stara się szybko ominąć takiego człowieka. Moje myśli natomiast zatrzymują się przy nim na dłużej, zastanawiając się nad historią przeżytych przez niego wydarzeń, podjętych decyzji i wybranych dróg. W jakie strony los go pchnął, że doprowadził go do punktu, gdzie jest zapomniany, niepotrzebny, wycofany, pominięty.



Kiedy Pan zaczął do nas mówić, jego obraz zmienił się o 180 stopni. Miękki głos, salonowa, czysta, ułożona angielszczyzna, filmowy akcent z wyższych sfer, sprawiały, że jego opowieści były wykwintną muzyką dla uszu. Obok nas stał człowiek, który opowiadał nam historię, dzielił się legendami, odkrywał przed nami świat baśni i zasłyszanych opowieści. On mógł mówić bez końca. Miał wiedzę, która przy pomocy słów wylewała się z niego swobodnie i płynnie. Zafascynowani mogliśmy go słuchać i słuchać. Niestety kilometry i odległość upominały się o swoje. Musieliśmy się pożegnać. Ale chociaż po pewnym czasie straciliśmy tego Pana z pola widzenia, to został on z nami do dzisiaj. Ma swoje miejsce w naszych sercach i umysłach. Stał się moją inspiracją, aby Wielką Brytanię nie tylko oglądać i odkrywać wszystkimi możliwymi zmysłami, ale żeby też się czegoś o niej dowiedzieć... przynajmniej od strony legend, baśni, lokalnych opowieści.


Takie spotkania to nieoszlifowane diamenty... to wartość, która wzmacnia drogę, a nie

cel.



Drugiego dnia delektowaliśmy się morskimi przestworzami, klifami, skałami, przewyższeniami i wędrówką to w górę to w dół. Wszystko to z błękitnym niebem nad głowami i upalnym słońcem. Nie było łatwo, ale przecudowne krajobrazy i nieprzyzwoicie piękne widoki zachwycały. Dla nich warto było się pomocować, wspinać na świata szczyt i schodzić na samo dno do wnętrza ziemi.


Do domu powróciliśmy wypełnieni szeroką gamą wrażeń. Natura ugościła nas na bogato. Zasłyszane historie dźwięczały w głowach. Po przejściu tych dwóch odległości staliśmy się kimś innym, niż byliśmy na początku drogi. Ulepieni już z innej gliny, patrzymy na dni z nowych perspektyw, przez pryzmat nowych doświadczeń. Zaczarowani, odczarowani wpatrujemy się w dal, która ma kształt niewiadomej, której śmiało będziemy się oddawać.



Milford Haven - Pembroke - 28.39km - 6 godzin i 57 minut - 12.07.25

Rhoscrowther Circular - 26.24km - 6 godzin i 18 minut - 13.07.25




Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page