Longniddry; Edinburgh; North Berwick; Dunbar; Cockburnspath; Eyemouth - 136.01km
- Karolina
- 3 lut 2025
- 4 minut(y) czytania
Z ostatniej wyprawy wróciliśmy w sylwestra 2024 roku, a już dziewiątego stycznia 2025 roku ponownie jechaliśmy na szlak. Tym razem Szkocja. Jadąc w jej kierunku, mijaliśmy wzgórza i góry przysypane grubą warstwą śniegu. Gałęzie drzew uginały się pod ciężarem białego puchu. Otaczała nas jasna, mieniąca się w słońca zima. Po angielskich szarościach, które mamy na co dzień, taka sceneria chwytała nas za serce. Podekscytowani jak dzieci, intensywnie i zachłannie wpatrywaliśmy się w otaczające nas krajobrazy.

Na wędrówkę planowaliśmy przeznaczyć pięć dni. Ciekawi byliśmy, co zobaczymy, czego doświadczymy, jak wygląda Szkocja oddalona nieco bardziej od granicy. Niecierpliwie czekaliśmy na piątkowy poranek, aby iść, oddychać, patrzeć, nasiąkać.
Pierwsze trzy dni były mroźne. Niskie temperatury troszkę szokowały ciało, które musiało się wysilić, aby wypracować ciepło. Głowa w tym czasie kręciła się we wszystkie kierunki, aby zobaczyć jak najwięcej. Wszystko było interesujące. Każdy detal miał swoją wartość. Dusza natomiast delektowała się wschodami słońca. Wzdychała do czerwono-różowo-pomarańczowych kolorów, które malowały widowiskowe obrazy na niebie. Takie poranki miały w sobie siłę i moc. Podkreślały wartość budzącego się dnia, który zawierał w sobie nieograniczone możliwości i szanse.

Szkocja nie posiada swojego szlaku, który prowadzi wzdłuż wybrzeża. Tak jak w Anglii mogliśmy się wspomagać oznaczeniami England Coast Path, a w Walii Wales Coast Path, tak w Szkocji zawsze z nadzieją wypatrujemy wszelkich tras, pod które będziemy mogli się podpiąć, i które bezpiecznie nas poprowadzą jak najbliżej morza. Z ogromną radością przyjęliśmy szlak John Muir Way, który jest szkockim Coast to Coast.

Droga przez wiele kilometrów pokrywała się z tym, czego potrzebowaliśmy. Sporo czasu prowadziła nas tuż przy wybrzeżu, ale odcinek między Dunbar a North Berwick przemaszerowaliśmy głównie w lądzie. Raz nawet próbowaliśmy się zbuntować. Stwierdziliśmy, że John Muir Way swoje, a my swoje. Adam, prowadząc po dróżkach rozrysowanych na swojej mapce, doprowadził nas do pól, na których ścieżek nie było widać. Przedzieraliśmy się przez przeoraną ziemię, aby dojść do mostu, który miał nam pozwolić przedostać się przez rzekę i umożliwić powrót na wybrzeże. Most odnaleźliśmy. Tyle tylko, że był zamknięty z powodu swojej niepewnej kondycji. I chociaż bywa dosyć często, że ignorujemy zakazy i stanowczo idziemy przed siebie, to tym razem konstrukcja mostu wyglądała tak słabo, że się poddaliśmy i postanowiliśmy cofnąć się do oznaczeń John Muir Way. Popatrzyliśmy z uśmiechem na stado czapel i ruszyliśmy w drogę powrotną. Najpierw mokre trawy, potem czarne pole, które błotnie oblepiło nasze buty. Bunt tak szybko jak się zaczął, tak szybko zniknął. Pokornie i posłusznie szliśmy według drogowskazów. A te prowadziły, przez łąki, gospodarstwa, lasy, farmy. Pośród napotkanej tradycyjnej zwierzyny typu kury, gęsi, kaczki, owce, krowy, konie mieliśmy przyjemność mijać też strusie, lamy, osły, kucyki. Nie tego się spodziewaliśmy po tym odcinku. Liczyliśmy na morskie głębiny, dzikie plaże, klifiaste widoki. No, ale było bezpiecznie i legalnie. Zresztą według mapy niewiele było dróg, które prowadziły wzdłuż wybrzeża. Jeśli były, to rwały się w pewnym miejscu i prowadziły donikąd. Poza tym szlak John Muir Way pokrywał się często z The Forth to Farne Way, trasą, która przez 115km prowadzi brzegiem Szkocji. Czasami jest tak, że czy się lubi, czy się nie lubi, należy zaakceptować rzeczywistość. Oczekiwania nie zawsze pokrywają się z realnością. Szczególnie kiedy drepcze się dookoła ogromnej zatoki, do której wpływa kilka rzek. Wtedy trzeba przygotować się na różne scenariusze. Idealizm i romantyczne wizje spaceru z morzem ramię w ramię chowa się do plecaka, a z kieszeni wyciąga się wytrwałość i konsekwencję stawiania kroku do przodu.



Wiele pozytywnych chwil i momentów zwieźliśmy z tej wyprawy. Mijane przystanie i porty. Kolory morza, które w słońcu nabierały soczystości i wyrazistości. Mewy, kormorany, łabędzie pływające na otwartych wodnych przestrzeniach. Tajemniczość kryjąca się we mgle. Mokradła przysypane bielą. Rezerwat przyrody w zimowej odsłonie.



Odwiedzane malownicze miasta i miasteczka. Każde z nich miało swój indywidualny kształt i charakter. Emanowało swoistą atmosferą i klimatem. Wchodziliśmy do nich z szerokim uśmiechem na twarzy. Powolutku kroczyliśmy uliczkami, przyglądając się budynkom, pomnikom, historii. Architektura szkocka hipnotyzowała. Z żalem opuszczaliśmy te miejsca. Było w nich tak wiele do poznania, do okrycia, do posmakowania.


W Fisherrow Harbour trafiliśmy na tablicę informacyjną, która dotyczyła szlaku Coast to Coast John Muir Way, ale również zawierała wiadomości o szlaku Morza Północnego. Kiedy to zobaczyłam, iskierki rozbłysły w moich oczach. North Sea Trail. Moje marzenie, które zrodziło się podczas wędrówki dookoła Wielkiej Brytanie, które jakby częściowo realizuję już teraz, idąc wzdłuż wschodniego wybrzeża UK. Cudownie było zobaczyć obecność tego szlaku.


Ostatniego dnia szliśmy od Cockburnspath do Eyemouth. Mogliśmy nacieszyć się morskimi głębinami do syta. Przestrzenie z każdej strony przygniatały swoim bezkresem. Było dziko, surowo, cicho, samotnie. Ponownie staliśmy się mali wobec natury, której nie można objąć ani ramionami, ani wzrokiem. Podejścia i zejścia dały nam w kość, ale uroku tej trasie nie można odebrać. Ścieżki prowadziły nas przez St Abb's Head. Tam po raz pierwszy w życiu zobaczyliśmy małe, białe foczki. Napisać, że to spotkanie było niezwykłe, to za mało. Wracając ze szlaku do domu, rozkładaliśmy w myślach całą magię, której doświadczyliśmy podczas marszu. Dzień powoli się kończył i ustępował nocy. Niebo pokryło się krwawymi kolorami czerwieni i pomarańczy. Ponownie byliśmy świadkami czegoś wyjątkowego.



Szkocja nas w sobie rozkochała. Zakochujemy się w tej krainie. Jeszcze w tym uczuciu jest dużo niepewności, niczego nie ma na pewno, ale z każdym kilometrem do przodu poznajemy więcej, rozumiemy więcej, uczymy się więcej. Zauważamy odrębność i inność tego kraju. Wsłuchujemy się w bicie jego serca. Przyglądamy się w jaki sposób myśli, czuje, wyraża swoje JA. Z szacunkiem przyjmujemy to, co jest dla niego ważne. Z przejęciem oswajamy tę naszą dziewiczą relację. Delikatnie, nie spiesząc się, z należytą uwagą pozwalamy sobie na obecność i bycie. Strona po stronie, rozdział po rozdziale... stajemy się częścią szkockiego świata.
Longniddry - Edinburgh Waverley - 28.06km - 6 godzin i 35 minut - 10.01.25 Piątek
Longniddry - North Berwick - 23.19km - 5 godzin i 35 minut - 11.01.25 Sobota
Dunbar - Cockburnspath - 28.54km - 6 godzin i 18 minut - 12.01.25 Niedziela
Dunbar - North Berwick - 27.93km - 6 godzin i 9 minut - 13.01.25 Poniedziałek
Cockburnspath - Eyemouth - 28.29km - 6 godzin i 36 minut - 14.01.25 Wtorek


























Komentarze